Obserwatorzy

poniedziałek, 21 lipca 2014

Wycieczka ;)

Wczoraj pojechałam całą rodziną do Centrum Nauki Kopernika, znajdującego się w Warszawie. Było wspaniale. Wszędzie znajdowały się wystawy naukowe, których można było dotknąć. Co chwilę natrafialiśmy na coraz bardziej ciekawe eksponaty. Jednym z moich ulubionych okazała się karuzela. Polegała ona na tym, że wchodziło do niej osiem osób, które musiały podczas obrotów karuzeli rzucić piłkę osobie siedzącej naprzeciwko. Było z nią bardzo dużo śmiechu i zabawy. Mój brat, który wszedł do niej wraz ze mną, trafił piłką kilka razy w głowę jakiejś kobiecie, która wybuchła śmiechem. Możecie sobie wyobrazić jak było później trudno z niej wysiąść. Wszyscy chodzili jak pijani i zataczali się na boki. Równie śmiesznym doświadczeniem było trzęsienie ziemi. Na podeście znajdował się mały stolik, a przy nim troszkę miejsca do stania i barierki. Po wejściu na niego należało nacisnąć przycisk ''START'', aby wywołać to śmieszne zjawisko, które rzucało nami na boki. Kolejnym ciekawym doświadczeniem był ''Teatr Wysokich Napięć''. Aby się do niego dostać trzeba było troszkę poczekać, gdyż przedstawienia odbywały się co jakiś czas. Jednak gdy udało nam się tam wejść, to doszliśmy do wniosku, że warto było czekać. Sceną było wielkie, ciemne pomieszczenie, a widownią około 30 osób (więcej nie wpuszczali). Usiedliśmy na podświetlanej scenie. Pewien chłopak wyszedł z ciemności i zaczął opowiadać nam o prądzie. Głównym celem jego rozmyślań było to, czy można zapalić żarówkę bez kabli, na odległość. Po 30 minutowym wykładzie na którym nie było nudno, doszedł do wniosku, że można to zrobić, jeżeli ciało się porusza (coś takiego, bo nie zapamiętałam idealnie, co mówił). Podczas przedstawienia nie obyło się bez śmiechu. Chłopak, który opowiadał nam o prądzie poprosił w pewnym momencie do siebie ochotniczkę. Okazałą się nią mała dziewczynka, która przedstawiła się jako Magda. Kazał jej podejść do wielkiego urządzenia. Najpierw ją nastraszył, a potem polecił dotknąć wielkiej kuli. Gdy to zrobiła stanęły jej na głowie wszystkie włosy! Strasznie się naelektryzowała. Ogólnie było bardzo fajnie i miło. Po wyjściu ze spektaklu kontynuowaliśmy zwiedzanie. Za każdym rogiem czekała na nas nowa niespodzianka. Na koniec kupiliśmy sobie pamiątki. Były to dwa kubki i podkładka pod myszkę. Kubek z układem słonecznym jest mój, a kubek i podkładka z tabliczką mnożenia należy do mojego brata.



Na koniec podzielę się z wami wspaniałą wiadomością. Zamiast chomika syryjskiego ( o którym pisałam w poprzednim poście) kupiłam sobie świnkę morską. Nazywa się Lulu. Zamieszczam kilka zdjęć.




Kolejnego posta możecie się spodziewać 24 lipca (czwartek).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz